Witam ;))
Pisząc tego posta kończę mój długi weekend, piszę mój bo byłam tylko ja, ja sama i ja ;)))
Miałam w planach przygotowac się psychicznie na nowe postanowienia, zmiany i wyzwania. Chyba trochę się udało bo jakoś to wszystko upchnęłam do mojej głowy i uporządkowałam sobie. Czułam że ten czas był mi potrzebny, taki melancholijny i oczyszczający. Trochę się też rozmazyłam i odkurzyłam stare marzenia.
A teraz mam parę projektów do zrealizowania, napewno o nich wkrótce napiszę.
Wyciszyłam się, zwolniłam trochę, celebrowałam moje posiłki a było co celebrować, moje nowe eksperymenty kulinarne wyszły całkiem apetyczne.
Nawet mój mąż odurzony tymi smakami i zapachami przyznał się,że to właśnie te kulinarne eksperymenty skłoniły Go do powiedzenia ,,tak,,. Dobrze mieć jakąś tajną odurzającą broń ha,ha,ha
A teraz czas na nowe rzeczy.
Gorący barszcz wieczorową porą był trafionym pomysłem, zjadłam go na moim ogrodzie.
Otulona kocami podglądałam jak wszystko wokół mnie się zmienia, kończy, zasypia żeby jutro znów zacząć od nowa...
Do napisania....
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz