niedziela, 26 kwietnia 2015

Weekendowo, chwilowo.


Witam
Piękna pogoda, wszystko budzi się do życia. Jest cudownie ciepło, przyjemnie i wiosennie. Ach, jak ja lubię ten czas i co roku przyrzekam sobie że, muszę spędzać więcej czasu na świeżym powietrzu. Co roku coraz lepiej mi to wychodzi... 

Piątek zaczął się bardzo intensywnie, miałam dużo spraw do załatwienia i byłam zdeterminowana żeby je wszystkie załatwić.
Poranna kawa była niezbędna...
Mały spacer z kawą wokół ogrodu był uroczym początkiem tego zwariowanego dnia, potem jeszcze trzeba było nakarmić kaczuchy...








Uff, wszystko udało się załatwić a potem wypad z dziewczynami na drinka i kolację, było miło!





Sobotnie przygotowania na grilla. Oczekiwanie na gości jest zawsze miłe, kiedy czeka się na Waldka i Dominikę...




A spacer to już tylko ukoronowanie naszych chwil i chwilek...




Do napisania...

piątek, 10 kwietnia 2015

Kobieta po trzydziestce.

Witam

Dziś moje 32 urodziny, jak ten czas leci. Czas, który jest prawdziwie szczery, pcha nas do przodu nie pytając o zdanie i każe iść dalej, nigdy już nie wracając...
Od rana byłam w szampańskim humorze, lata mi lecą a ja się cieszę. Naprawdę jestem nienormalan...
Śniadanie z dobrą znajomą na dobry początek dnia, ale się naśmiałyśmy i małe zakupy w sklepie ze zdrową żywnością.
Już kiedyś wam pisałam że mam coś dziwnego, gdy ktoś piecze dla mnie ciasto zawsze się wzruszam. Chyba dlatego,że sama nie umiem piec hahaha.
W tym roku była beza.
Telefony od najbliższych, zawsze bezcenne, wieczór z mężem, który nawet się dla mnie ogolił przy butelce francuskiego wina w uroczym miejscu i zaproszenie na domowy koncert Madonny.
Czegóż chcieć więcej...
Dziękuję...











Patrzcie jaki mieliśmy numer stolika a właściwie sofy przy kominku. Ciekawe bo najpierw się przesiedliśmy ale było dla mnie za głośno i wrociliśmy tam jeszcze nie wiedząc że, pod trzynastkę


Urodzinowy obiad...


Myślicie że będzie mi do twarzy???


 Do napisania...

niedziela, 5 kwietnia 2015

Jaja.


Witam.

Nie ma to jak zacząć Wielkanoc od kłutni o musztardę...Klasyk!
Dziś Wielkanoc i szykujemy się na świąteczne śniadanie z rodziną Dominiki i Waldka. 
Było bardzo miło i pysznie. Tradycyjny żurek i to podany w chlebie, kolorowe jaja i biała kiełbasa...Tradycja została zachowana. Świeta Wielkanocne są takie bardzo polskie, a tą swoją kolorystyczną oprawą zdecydowanie wprowadzają w radosny nastrój.
Wielkanoc to również czas refleksji nad sobą i zadumy nad otaczającym nas światem, zawsze wtedy myślę o naszych bliskich i przeżytych Świętach. Ponoć ważne są tylko te, które jeszcze przed nami...

Radosnego Alleluja oby nam wszystkim żyło się lepiej!













 Były nawet dla nas zajączki ;)))


 Jak widać w domu i kuchni rządzi Dominika...hahaha








Do napisania...

sobota, 4 kwietnia 2015

Moja przygoda z radiem.


Witam

Czułam gdzieś we mnie głęboko że jak ruszę się z domu, to coś się wydarzy. Wiedziałam że podjęcie się czegoś twórczego szlifuje nasz charakter ale to wymaga otwarcia się na ludzi, co nie za bardzo lubię, bo ludzie w dużych dawkach mnie męczą i szybko się zniechęcam do współpracy z nimi, ja wolę wszystko sama. Taka właśnie ze mnie,, Zosia samosia,, i mój świat. Kurs angielskiego był wlaśnie dobrym początkiem do mojej radiowej przygody. Bo to wlaśnie na kursie, spotkałam moją radiową mentorkę.
Dominika jest bardzo ciepłą, twórczą osobą z niezwykłą duszą. Ale fart, że na nią wpadłam! Kiedy zgadałyśmy się z Dominiką na kawę, to wlaśnie Dominika okazała się głosem polskiej audycji w Radiu Future, polskiej audycji którą odkryliśmy z mężem jakiś czas temu. Fajnie wyszło, byłam zaszczycona że tak sobie siedzimy na kawie.
 Potem pomyślałam że może warto spróbować czegoś nowego, zupełnie innego żeby sprawdzić siebie, żeby coś przeżyć i zobaczyć na ile mnie stać. Może mogę pomóc Dominice przy audycjach, pomyślałam. 
Trzeba zaryzykować! Choć brzmiało to strasznie nierealnie; robienie audycji radiowych, ja w radiu, wow!
I stało się, tak zaczęla się moja przygoda z radiem.
W końcu, kiedy teraz się nad tym zastanawiam, to dość naiwnie podeszłam do tematu. Chciałam od razu być dobra, robić fajne audycje i życie od razu utarło mi nosa. Przecież '' nie od razu Rzym zbudowano". Trzeba zacząc od początku, od podstaw a potem starać się ze wszystkich sił być lepszym.
W radiu trzeba działać energicznie, uczę się mówić powoli, nie zacinać, nie mlaskać. Uczę się jak czytać i przygotowywać do audycji w końcu nie jestem dziennikarką czy spikerem radiowym. Dobrze że nagrywam demo bo mogę zrobić małe poprawki ale na to nie ma zawsze czasu, wszystko zależy od tematu a mamy tylko dwie godziny na nagranie godzinnej audycji, uwieżcie że to tak na styk. Są gorsze i lepsze dni, więc nagranie też jest różne; ciekawsze, nudne czasem zwariowane. 
Pierwsze nagrania były dla mnie bardzo stresujące ale zawsze wychodzę z radia dosyć zadowolona. Myślę że każdy czas jest dobry na rozwój. Jak nie teraz to kiedy? 
Moim nowym wyzwaniem jest radio. Trzymajcie kciuki żebym się nie poddała.

  



Przy mikrofonie Kamila i nasza godzinna polska audycja w Radiu Future, zaczynamy!

Tak swiętowaliśmy mój debiut radiowy ;)))))))))









Do napisania...

piątek, 3 kwietnia 2015

Wrocław.


 Witam

Wyjazd do Wrocławia z dziewczynami napewno zaliczony do wyjazdów udanych. To było coś więcej niż wyjazd czy babski wypad. Emocje, wzruszenia, zachwyty, było tego trochę. Spotkanie z moją rodziną i zderzenie z polską kulturą były miłą niespodzianką dla moich angielskich koleżanek. Zobaczyły skąd pochodzę, uświadomiły sobie jak bogatą kulturę ma polski kraj i co najważniejsze, spotkanie z moją rodziną pozwoliło mi zrozumieć że my też mamy rodzinę ale jesteśmy z nią poniekąd rozłączeni bo żyjemy na emigracji. A naocznie zobaczyły że jest za kim tęsknić... Mam tylko nadzieję że ten wyjazd dużo im uświadomił i trochę zmienił punkt widzenia na emigrację i emigrantów w ich kraju.
Miło było obserwować moich rodaków uśmiechniętych, elokwentnych w tym jak nas obsługiwali i w kontaktach z nami, mówiących po angielsku i gotowych pomuc w każdej sytuacji. To było ciekawe doświadczenie. Pan taksówkarz który był tak miły że nie mogłam się z nim nagadać, pani wożna w kamienicy w której był nasz hostel, zabawiająca naszego małego tawarzysza wyprawy i wyciągająca skarby ze swojego schowka takie jak piłka, kolorowanki, kredki i klocki. Wszyscy byliśmy wręcz onieśmieleni jej dobrocią.
Pyszne polskie jedzenie zrobiło największe wrażenie, z przyjemnoscią patrzyłam jak dziewczyny zajadały się pierogami, kluskami ślaskimi, pyzami czy mięsnymi daniami. Patrzyłam i oczywiście sama zmiatałam wszystko z mojego talerza, jakby ktoś miał mi to za chwilę zabrać ;))))) Pogoda zawiodła ale dobry humor i zakupy nadrobiły wszystko.
Myślę że na długo ten wyjazd zostanie w naszych sercach...i właśnie o to mi chodziło...

Byłam tak przejęta rolą organizatorki i tłumaczki wyprawy że nie miałam czasu na robienie zdjęć więc nie mam co dodać do tego posta!

Najpyszniejsza gorąca czekolada jaką piłam w swoim życiu, fajnie że właśnie we Wrocławiu.









Wisiorek z ulotnym dmuchawcem w środku.
To tak na zatrzymanie tych ulotnych chwil, które przeżyłam we Wrocławiu.

Do napisania...