Witam ;)))
Lipiec zawitał u nas wraz z deszczem. Padało, padało i padało, końca tego deszczu nie było widać! Tak bardzo ten miesiąc był wyczekiwany przez nas a tu deszczowe rozczarowanie! Ale nawet w najgorszą ulewę można się rozczulić, kiedy małe kurczaczkowe dziubki przychodzą pod moje drzwi żeby się skryć przed deszczem.
Na szczęście po prawie dwóch tygodniach rankiem po przebudzeniu wyszłam na ogród i z wielką radością stwierdziłam, wreszcie mamy lato!
Gorące promienie słońca przebijały się wszędzie do okoła.
A tu nasza panna, wyjadaczka naszych śliwek ;)))
Dużo się działo przez te dwa tygodnie i było dość pracowicie, doprowadziliśmy cały ogród do porządku, ogarnęliśmy wszystko wokół domu.
Obiecałam sobie że jak tylko jest to możliwe to będziemy jadać posiłki na ogrodzie. W zeszłym roku lato strasznie szybko nam uciekło, tyle rzeczy sobie obiecałam i prawie nic się nie udało zrealizować, tego lata będzie inaczej.
Jestem zdeterminowana!!!!!
Zrobiłam mój pierwszy sernik w życiu, nie jest idealny ale to już coś ;)))
Mały dzięcioł znaleziony na podjeżdzie, wypadł z gniazda wysoko umiejscowionego na drzewie i pomimo nawoływań matki i jego pisków nie udało się ich już razem połączyć. Znależliśmy mu dom w sanktuarium dla ptaków. Mam nadzieję że będzie mu tam dobrze z ptasim bractwem. Ach, ci nasi ogrodowi przyjaciele budzą we mnie tyle nieznanych dotąd uczuć i tak potrafią mnie miażdząco rozczulić że nie podejrzewałabym siebie o takie emocje.
Udanego lata kochani, do napisania..,