Moja malutka córeczka skończyła właśnie roczek. Jak na księżniczkę przystało przepych musiał być na urodzinach były dwa torty, istne szaleństwo!
Wszystko było jak być powinno, byliśmy razem a to ważne bo te chwile już się nie powtórzą. Ewa jeszcze nie rozumie ale ja wszystko jej opowiem jaka była ważna i kochana tego dnia dla wszystkich. Babcia Ania zawsze gotowa na wyzwania, dzielnie walczyła z babeczkami, dumny jak indor dziadek nie wypuszczał swojej wnusi z rąk a babcia Bogusia jak zawsze ze stoickim spokojem uświetnia swoją osobą wszystkie rodzinne imprezy. Dzieciaki szalały Ewka razem z nimi i o to mi chodziło. Takie właśnie dzieci powinny mieć dzieciństwo a my dorośli martwmy się i walczmy w cichości naszych serc aby im to zapewnić. I choć mówi się że dzieci i ryby głosu nie mają to w ten dzień były najgłośniejsze.
W gardle mnie ściskało kiedy zdmuchiwałyśmy świeczkę na torcie i wraz z moim wydechem jakbym wysyłała modły do wszechświata prosząc tylko o jedno, zawsze o to samo niech życie łaskawe będzie dla mojej Ewki...
Ileż radości nam podarowała przez ten rok. Najpiękniejszy a jednocześnie najtrudniejszy rok w moim życiu i wiem że taka kombinacja i taka intensywność wszystkiego już nigdy się nie powtórzy bo taka magia i cuda mogą tylko zdarzyć się przy narodzinach i przybyciu człowieka na ten świat.
Za ten cud prawie straciłam swoją osobowość ale nie można przeżywać takich rzeczy za darmo. W życiu i przyrodzie wszystko ma swoje fazy przechodzimy przez coś do czegoś żeby coś opuścić, zostawić, odnależć nie możemy z tym walczyć, trzeba przez to przejść najłagodniej jak się tylko da.
Ja definitywnie jestem w fazie przechodzenia tylko jeszcze nie wiem gdzie się odnajdę. Trochę się motam i kokoszę bo niepewna jestem tej drogi.
Mojej nowej drogi...
Do napisania...


