Witam ;)))
W całym tym zachwycie nad Szkocją i rozanielonym nastroju, fakt że dzisiaj jest nasza 1 rocznica ślubu zszedł na drugi plan czyli nic specjalnego nie zrobiliśmy, krótka rozmowa jedząc śniadanie, buzi,buzi - i to tyle!
Dziś nasza 1 rocznica potwierdziłam. Ale to poleciało...
Popijając kawę na tarasie starałam sobie przypomnieć ten dzień, dzień naszego ślubu z przed roku i aż tak miluśińsko mi się zrobiło, wiem jedno byłam wtedy szczęśliwa! Tak trzymać!!!
W środę wybraliśmy się na zachodnie wybżerze Szkocjii. Pochłonięci chęcią zwiedzania chcieliśmy zobaczyć więcej, okazało się że była to dobra decyzja, ponieważ im dalej na zachód było jeszcze bardziej surowo i dziko. Kręta, ciągnąca się przez Góry droga dostarczyła nam niezłych wrażeń i choćby tylko dla tej drogi warto było przeżyć kolejne 4,5 godzin w drodze. Oczywiście mój mąż bawił się świetnie a ja w niektórych momentach drogi gdzie było bardzo stromo przypomniałam sobie o mojej chorobie lokomocyjnej, z zapartymi nogami, głęboko oddychając wmawiałam sobie że to podnoszące się coraz wyżej w kierunku przełyku strawione juz prawie jedzenie w moim brzuchu to nic taaakiego. Uff, jakoś się udało bez niespodzianek! Podróż zakończyliśmy w malutkiej wiosce nad zatoką. Znależliśmy nocleg u starszej pani, mowiącej silnym szkockim akcencie, która wynajmowała pokoje gościnne turystom i przejezdnym.
Pani gospodyni o imieniu Annabel zachęciła nas do spaceru na pobliską plażę, mimo póżnej godziny i zmęczenia daliśmy się skusić, to co zobaczyliśmy było jak objawienie.
Dzika plaża, gdzieś na końcu zatoki witającej się z bezkresnym oceanem, błękitna woda, biały piasek jak nie Szkocja tylko Hawaje...
Tu kolejna taka plaża, odkryta w drodze powrotnej.
Nasz urlop powoli dobiega końca, w niedzielę powrót do naszego życia na wsi.