poniedziałek, 1 września 2014

Jak to jest z tym moim szczęściem?



Witam


Jak to jest z tym szczęściem u mnie..,no właśnie.., a więc sprawa wygląda tak że calkiem od niedawna dopadłam to moje szczęście i uczepiłam się go jak rzep psiej dupy, tak dosłownie. Pewnie czasem myślicie ale fajne jest to moje życie; takie spokojne, bezstresowe, lekkie i bez zmartwień. Pewnie wielu chciało by powiedzieć że co ja tam wiem o prawdziwym życiu, kiedy to niestarcza do końca miesiąca, kiedy są dzieci, kiedy nie ma pracy i perspektyw.
Otóż wiem jak wygląda takie życie bardzo dobrze i pewnie gdybym zaczeła pisać tego bloga pięć lat temu to czytalibyście o tym jak bezsensowne jest moje życie na emigracji, jak bardzo byłam samotna, jak ciężko nam było normalnie żyć, jak zadawaliśmy sobie pytanie czy to wszystko ma jakiś sens bo raz ja nie mam pracy a potem Michał i że tak się nie da. O tym że wciąż jestem naiwna a ludzie do okoła to wykorzystują albo o tym że nie umiem się postawić w pracy i muszę pracować nadgodziny za które nie dostaję ani grosza. Narzekałabym pewnie jak bardzo ciężką pracę wykonuję, sprzątając pokoje hotelowe i o tym że pewnego razu tak bolały mnie ramiona od zmieniania przeogromnych poszewek na kądrę że aż płakałam, siedząc na środku pokoju. Pewnie skarżyłabym się na moim blogu jak to mój dzień zaczyna się o 4.30 rano a kończy o 10.00 w nocy i tak często 6 dni w tygodniu a potem jeden dzień wolnego a ja jestem tak strasznie zmęczona że spędzam go w łóżku, przecież mieszkam w Londynie a wogóle go nie zwiedzam bo nie ma pieniędzy ani czasu ani ochoty.
Nie było w tej gonitwie ani czasu ani miejsca na szczęście a potem napisałabym wam jak postanowiliśmy wszystko zmienić nie myśląc jeszcze o szczęściu ale już zmierzaliśmy w jego stronę. Za ostatnie pieniądze kupiliśmy stary samochód, wpakowaliśmy w niego cały nasz dobytek, mając w kieszeni 20 funtów, wyruszyliśmy..,
Potem napisałabym wam jak udawaliśmy przed przyszłymi szefami, którzy okazali się bardzo ludzcy i normalni że nie trzebabyło zapełniać nam lodówki na nasz przyjazd bo właśnie mieliśmy jechać i zrobić sobie zakupy a kiedy wyszli to powiedziałam jak miło że będziemy mieli co jeść do wypłaty..,
Napisałabym jeszcze jak byłam sama w szpitalu bo Michał musiał pracować i o tym jak bardzo chciałam żeby odwiedziła mnie moja mama z pomarańczami, pogłaskała po głowie i zapytała co jeszcze potrzebuję i jak byłam sama kiedy mnie wieżli na operację.., o tym jak miło by było gdyby tata siedział przy łóżku jak się wybudzę.., ale nie było tak, było tak jak musiało być..,
Gdybym zaczeła pisać jeszcze wcześniej to pewnie czytalibyście całą litanię o tym że widzę tylko na jedno oko i jakie to niesprawiedliwe, czemu ja i jakie życie jest straszne.., i że pewnie taki już mój los wybrakowany..,

Krzyczę o tym moim szczęściu bo jest teraz.., ale też ryczę, martwię się, przeklinam na wszystkie strony świata, zawodzę się na ludziach, nie mam czasem siły do mojej rodziny,  nawet tłukę kubki w kuchni i wrzeszczę jezuuuuuu jaki tu bałagan a mój mąż wtedy schodzi mi z drogi, cichutko wychodzi do szopy..,
Też kłucę się z mężem ale mamy zasadę że nie wiem jak strasznie się pokłócimy to zawsze na drugi dzień wstajemy rano i nie wracamy do wczoraj, zaczynamy od nowa, bardzo ułatwiło nam to życie.


Idealnie u mnie nie jest. Moje życie też potrafi być nieprzewidywalne i niepojęte. I to nie tak że zawsze wszystko jest dobrze, że ja wybieram to co lepsze a potem ubarwiam, ja poprostu piszę o dobrych chwilach w moim życiu i o tym jak bardzo i ze wszystkich sił staram się widzieć i czynić to moje życie wyjątkowym; doceniać bardziej, widzieć więcej i czuć mocniej..,





Życząc wam wszystkim szczęścia, do napisania..,

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz