Już wracam a raczej wróciłam z rodzinnych stron. Jakże cudownie było tam być z Ewką, ja ona i cała reszta momentów, chwil, ludzi, widoków i przeżyć. Nic... tylko zatrzymać czas i uwierzcie mi że próbowałam, naprawdę próbowałam go zatrzymać. Próbowałam też na wszystko spojrzeć innym okiem, nie tym moim jedynym które mam, tylko zupełnie innym żeby choć przez chwile zobaczyć coś i różne sprawy inaczej, może w innym świetle.
Powroty zawsze są trudne, bo trzeba wracać do ról które pełnimy obowiązków i wielozadaniowości, która zabiera całą naszą energię. Dlatego zaczynam spokojnie, skupiam się na jednej rzeczy tak jest zdecydowanie łatwiej. Nie zapominam też o doładowywaniu dobrej energi więc zatrzymuję się na małe przyjemności bo przecież muszę teraz radzić sobie z tym sama. Już nie ma ciebie Marta żebyś mnie podładowała i nawet już nie moczę spodni śmiejąc się do rozpuchu bo do tego potrzebna jest Ania, Krysia na kawę nawet już też nie przyjdzie a na moich samotnych spacerach brakuje taty, który by dumnie wożił Ewkę.
Nikola nie wpadnie po szkole połechtać mojego serducha swoim młodym entuzjazmem do wszystkiego. A moją mamuśkę słodką pesymistkę wszędzie ze sobą muszę zabierać bo noszę ją w serduchu i śmiać mi się chce kiedy myślę o tym jej pesymistycznym podejściu do życia. Momentami nie do wytrzymania... warto było tam z wami być.
Jednak jakoś tak mam że im bardziej u mnie pod górkę, im bardziej wszystko się komplikuje i wylatuje z rąk to jeszcze bardziej doceniam to co mam i kim jestem, wartościując wszystko co najważniejsze w moim życiu. A cały mój świat jest tu w tym domku, gdzie wieczorami przesiadujemy na czerwonej sofie, choć trudno czasem i matka polka to ze mnie marna ...
Zatrzymuje czas i łapię te moje chwile jak letni deszcz bo są takie ulotne...jednak gdy będziemy na nie uważni to można je pozbierać i schować głęboko w sercu.
Moje magiczne, proste chwile nie dają mi zwariować w tym moim świecie.
Do napisania...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz