niedziela, 20 lipca 2014

Akcja śliwki.

Witam

Co roku w lato nasza śliwa obdarowuje nas obficie swoimi owocami i co roku przegapiałam moment kiedy śliwki były dojrzałe i gotowe do zbioru. Jak byłam gotowa żeby coś z nimi zrobić to już były przejrzałe.
Osy wręcz zamieszkiwały na drzewie w tym czasie, upojnie ucztując w śliwkach, na śliwkach i wszędzie do okoła było słychać pobzykiwania ;))
W tym roku to ja byłam pierwsza. Ubaw był po pachy!


Główny bohater tej imprezy na drzewie, strąca śliwki.


Było ich mnóstwo, spadały jak manna z nieba.





Tu już gotowe śliwkowe przetwory.



Do napisania...

czwartek, 17 lipca 2014

Jagodowa szminka.

Witajcie

Nigdy nie byłam jakąś wielką maniaczką kosmetyków, a szminek które zużyłam w swoim życiu mogłabym policzyć na palcach jednej ręki. To nie żebym się tłumaczyła ale jak ujżałam ten kolor, ciężko było zapomnieć, próbowałam to zagłuszyć, nawet wyszłam ze sklepu i poszłam dalej. 
Jednak musiałam się wrócić! ;))))) 
Piękny marokański róż w odcieniu jagodowym. 
A niech tam, każda kobieta musi mieć choć jedną szminkę z MAC.









papatki..,

wtorek, 15 lipca 2014

Mamy lato.


Witam ;)))


Lipiec zawitał u nas wraz z deszczem. Padało, padało i padało, końca tego deszczu nie było widać! Tak bardzo ten miesiąc  był wyczekiwany przez nas a tu deszczowe rozczarowanie! Ale nawet w najgorszą ulewę można się rozczulić, kiedy małe kurczaczkowe dziubki przychodzą pod moje drzwi żeby się skryć przed deszczem.
Na szczęście po prawie dwóch tygodniach rankiem po przebudzeniu wyszłam na ogród  i z wielką radością stwierdziłam, wreszcie mamy lato! 



Gorące promienie słońca przebijały się wszędzie do okoła.



A tu nasza panna, wyjadaczka naszych śliwek ;)))



 Dużo się działo przez te dwa tygodnie i było dość pracowicie, doprowadziliśmy cały ogród do porządku, ogarnęliśmy wszystko wokół domu.




Obiecałam sobie że jak tylko jest to możliwe to będziemy jadać posiłki na ogrodzie. W zeszłym roku lato strasznie szybko nam uciekło, tyle rzeczy sobie obiecałam i prawie nic się nie udało zrealizować, tego lata będzie inaczej. 
Jestem zdeterminowana!!!!!





Zrobiłam mój pierwszy sernik w życiu, nie jest idealny ale to już coś ;)))



Mały dzięcioł znaleziony na podjeżdzie, wypadł z gniazda wysoko umiejscowionego na drzewie i pomimo nawoływań matki i jego pisków nie udało się ich już razem połączyć. Znależliśmy mu dom w sanktuarium dla ptaków. Mam nadzieję że będzie mu tam dobrze z ptasim bractwem.  Ach,  ci nasi ogrodowi przyjaciele budzą we mnie tyle nieznanych dotąd uczuć i tak potrafią mnie miażdząco rozczulić że nie podejrzewałabym siebie o takie emocje.







Udanego lata kochani, do napisania..,


czwartek, 26 czerwca 2014

Cytrynowo.

Witam
 Orzeżwiające, świerze i pachnące ciasto cytrynowe. Moje pierwsze ciasto cytrynowe!
Cały dom cudownie pachniał, cytrynowo..,














Do napisania...

niedziela, 22 czerwca 2014

Carry Mary, wzięło mnie na pyszne Carry.


Witam ;))
Napewno wiecie jak to jest kiedy ma się straszną ochotę i smaka na coś..,tak też było ze mną od dobrych paru tygodni. Chodzi za mną carry, pyszne carry. 
Carry czyli; nazwa sposobu przyrządzenia potraw w kuchni indyjskiej. Curry to warzywa, ser, ryby, mięso i/lub inne składniki dania głównego w sosie.
Istnieje wiele odmian curry, różnicę w smaku zawdzięczając odpowiedniemu doborowi kompozycji przypraw takich jak; kurkuma, imbir,kolendra, kmin rzymski, gorczyca czarna, chilli, cynamon, kardamon, gałka muszkatałowa czy gożdziki. 
Dobór składników zależy od samej potrawy, od regionu z jakiego pochodzi oraz osobistych upodobań gotującego.
Mamy taką naszą knajpkę gdzie można tanio i ciekawie zjeść a dodatkową atrakcją tego miejsca jest na każdy dzień tygodnia inny tak zwany klub smakosza. W środę jest klub smakoszy kurczaka więc kurczak jest podawany w różnej postaci, w piątek jest klub smakoszy ryby z frytkami, no a w czwartek był klub smakoszy carry...
Carry było pyszne!!!






Do napisania..,

sobota, 14 czerwca 2014

Jezioro Loch Ness i potwór na obiad.



Witam.

Nie mogliśmy zapomnieć o słynnym jeziorze Loch Ness, które zyskało sławę dzięki legendzie o potworze, znanym jako Nessie. Jezioro jak jezioro, nie zrobiło na mnie dużego wrażenia ale fajnie było tam być.


Loch Ness to jezioro polodowcowe, które powstało z połączenia ze sobą wielu mniejszych zbiorników pochodzących z epoki lodowcowej. Dno jeziora pokrywa torf i muł, przez co woda nie jest tu tak przejrzysta, jak w wielu innych jeziorach na terenie Szkocji. Loch Ness położone jest na wysokości 16 m n.p.m, jego długość to 37 km. W najgłębszym miejscu mierzy ono 226 m. Całkowita powierzchnia wynosi zaś 56,4 km². 

Pierwsza relacja na temat potwora pochodzi od Adamnana opisującego losy św. Kolumba – nauczyciela Piktów, który w VI wieku uratował jednego z lokalnych mieszkańców przed szczękami bestii. 
Międzynarodowy rozgłos na temat potwora stał się efektem relacji właściciela hotelu w Drumnadrochit – państwa Mackay opublikowanej przez Alexandra Campbella w Inverness Courier, zawierającej opis zwierzęcia podobnego do wieloryba spotkanego 14 kwietnia 1933 roku. 
Pierwsze zdjęcie, na którym rzekomo widnieje potwór pochodzi z 12 listopad 1933 roku. Autorem fotografii jest mieszkaniec Foyers, Hugh Gray. Fotografia została wywołana dopiero trzy tygodnie od daty jej wykonania, a następnie ukazała się wraz z opowieścią świadka w szkockim wydaniu Daily Mail. 
Nessie został również uwieczniony na filmie. Przynajmniej tak twierdzą jego autorzy, którzy przybyli nad jezioro w grudniu 1933 roku. Malcolm Irvine, Stanley Clinton i Scott Hay sfilmowali przepływający w odległości ok. 100 metrów obiekt, który określili, jako zwierzę długości 5 metrów, płynące z prędkością ok. 35 km 


Przez kolejne dziesięciolecia pojawiały się kolejne relacje, fotografie i nagrania. W 2003 r. ekipa BBC przeprowadziła zakrojone na jak dotąd najszerszą skalę badanie jeziora Loch Ness przy użyciu nawigacji satelitarnej i 600 wiązek sonarowych. Nie znaleziono jednak żadnych śladów obecności Nessie.



Natomiast homar na obiad  był dużo bardziej ekscytującym wydarzeniem, wygląda ochydnie ale jego mięso to niebo w gębie. Teraz rozumiem dlaczego ludzie tak chętnie go zjadają jako przysmak.


pozdrawiam...

piątek, 13 czerwca 2014

Piątek 13-go.

Witam ;)))
W całym tym zachwycie nad Szkocją i rozanielonym nastroju, fakt że dzisiaj jest nasza 1 rocznica ślubu zszedł na drugi plan czyli nic specjalnego nie zrobiliśmy, krótka rozmowa jedząc śniadanie, buzi,buzi - i to tyle!
Dziś nasza 1 rocznica potwierdziłam. Ale to poleciało...
Popijając kawę na tarasie starałam sobie przypomnieć ten dzień, dzień naszego ślubu z przed roku i aż tak miluśińsko mi się zrobiło, wiem jedno byłam wtedy szczęśliwa! Tak trzymać!!!

W środę wybraliśmy się na zachodnie wybżerze Szkocjii. Pochłonięci chęcią zwiedzania chcieliśmy zobaczyć więcej, okazało się że była to dobra decyzja, ponieważ im dalej na zachód było jeszcze bardziej surowo i dziko. Kręta, ciągnąca się przez Góry droga dostarczyła nam niezłych wrażeń i choćby tylko dla tej drogi warto było przeżyć kolejne 4,5 godzin w drodze. Oczywiście mój mąż bawił się świetnie a ja w niektórych momentach drogi gdzie było bardzo stromo przypomniałam sobie o mojej chorobie lokomocyjnej, z zapartymi nogami, głęboko oddychając wmawiałam sobie że to podnoszące się coraz wyżej w kierunku przełyku strawione juz prawie jedzenie w moim brzuchu to nic taaakiego. Uff, jakoś się udało bez niespodzianek! Podróż zakończyliśmy w malutkiej wiosce nad zatoką. Znależliśmy nocleg u starszej pani, mowiącej  silnym szkockim akcencie, która wynajmowała pokoje gościnne turystom i przejezdnym.
 Pani gospodyni o imieniu Annabel zachęciła nas do spaceru na pobliską plażę, mimo póżnej godziny i zmęczenia daliśmy się skusić, to co zobaczyliśmy było jak objawienie.
 Dzika plaża, gdzieś na końcu zatoki witającej się z bezkresnym oceanem, błękitna woda, biały piasek jak nie Szkocja tylko Hawaje...



                                   








Tu kolejna taka plaża, odkryta w drodze powrotnej.







Nasz urlop powoli dobiega końca, w niedzielę powrót do naszego życia na wsi.