Witam
Przyszła na świat... nareszcie...moja Ewa. Boska, cudna słodkość. Uczucia tak nieznane ze sobą przyniosła, że uwierzyć nie mogę co czuję. Miłości nigdy takiej bezwarunkowej nie czułam jeszcze, kiedy czuję jej oddech i zapach wszystko gdzieś się zapada pode mnie głęboko i nic nie mam znaczenia.
Właśnie z takiej miłości zaczyna się moja największa przygoda życia, zostałam matką. Boję się, oczywiście że się boję. Czy będę dobrą matką, czy trud dnia codziennego mnie nie złamie, czy będę umiała zaczarować życie mojej małej córeczki. Ileż radości nam przyniosła ze sobą, taka mala istotka, jaka cenna jest dla nas, jaka ważna i jak umie zadbać o tą swoją ważność podnosząc głos gdy jest jej żle.
Tak bym chciala żeby czas choć na chwilę się dla nas teraz zatrzymał, żeby to wszystko trwało jak najdłużej wiem, że życie musi iść do przodu i niczego nie da się zatrzymać.
Zatopiona w Ewkowej miłości tonę, jak we śnie...proszę nie budżcie jeszcze mnie.
Do napisania...
niedziela, 3 kwietnia 2016
niedziela, 20 marca 2016
To ostatnia niedziela.
Witam
Wstałam dziś wcześnie i jak nigdy poszłam na mały spacer po siódmej, wydawało mi się że wszystko i wszyscy jeszcze śpią. No tak dziś niedziela...to ostatnia taka niedziela. Wszechogarniający spokój, dlugie śniadanie i pogaduchy przy stole. Potem delikatna krzątanina, maluszek daje o sobie znać, przesyłając kopniaczki na znak, że to już tuż tuż. Że już takich niedziel nie będzie, że coś nowego się zaczyna w naszym życiu. Boję się tej zmiany ale jednocześnie nie mogę doczekać. Dlaczego my ludzie jesteśmy tacy pokręceni?
Zabieram się za kolorowanie mojej kolorowanki dla dorosłych, niezła frajda, potem gram w sieci w Scrabble. Nawet gazetę poczytałam, jakbym na zapas chciała nadrobić moje małe przyjemności, jakbym czuła, że to koniec ale dlaczego tak myślę? Może to będzie początek, gdzie podział się mój optymizm? Czyżby to jego brat realizm się zjawił...pewnie to strach cichutko puka bo tego co nieznane zawsze się boję, ciężko i długo adoptuję do nowego!
Niech się dzieje co ma się dziać, niech będę tego częścią. W końcu to moje życie, moje życie na czerwonej sofie...
Do napisania...
Wstałam dziś wcześnie i jak nigdy poszłam na mały spacer po siódmej, wydawało mi się że wszystko i wszyscy jeszcze śpią. No tak dziś niedziela...to ostatnia taka niedziela. Wszechogarniający spokój, dlugie śniadanie i pogaduchy przy stole. Potem delikatna krzątanina, maluszek daje o sobie znać, przesyłając kopniaczki na znak, że to już tuż tuż. Że już takich niedziel nie będzie, że coś nowego się zaczyna w naszym życiu. Boję się tej zmiany ale jednocześnie nie mogę doczekać. Dlaczego my ludzie jesteśmy tacy pokręceni?
Zabieram się za kolorowanie mojej kolorowanki dla dorosłych, niezła frajda, potem gram w sieci w Scrabble. Nawet gazetę poczytałam, jakbym na zapas chciała nadrobić moje małe przyjemności, jakbym czuła, że to koniec ale dlaczego tak myślę? Może to będzie początek, gdzie podział się mój optymizm? Czyżby to jego brat realizm się zjawił...pewnie to strach cichutko puka bo tego co nieznane zawsze się boję, ciężko i długo adoptuję do nowego!
Niech się dzieje co ma się dziać, niech będę tego częścią. W końcu to moje życie, moje życie na czerwonej sofie...
Do napisania...
poniedziałek, 14 marca 2016
Oczekując na wiosnę i maleństwo.
Witam
Powiadają że w marcu jak w garcu...no i u nas w tym miesiącu dokładnie tak jest. Jesteśmy w garcu przeróżnych emocji, emocji związanych z przyjściem na świat naszego pierwszego dziecka, zastanawiamy się jak to będzie, jak wygląda nasz maluszek a czasem jeszcze chyba do nas nie dochodzi, że zostaniemy rodzicami i że nasz świat wywróci się do góry nogami.
Nasze życie będzie inne...to pewne.
Nabierze innego wymiaru, poniesie nas gdzieś a gdzie... to zobaczymy.
Z tej okazji razem z porządkami, wręcz wysprzataliśmy nasze życie na przybycie tego ważnego gościa.
Pobudziło nas to znowu do życia. A może to wiosna nas pobudziła, cokolwiek to jest niech zostanie z nami przez dłuższą chwilę...
Do napisania...
piątek, 25 grudnia 2015
Rzeczy ważne i najważniejsze.
Witam
Jest 7.30 rano Wigilijny poranek, piję kakao i myślę,że to już Święta, nadeszły cichutko tak jak co roku.
Za oknem jeszcze szaro, mam jeszcze parę malutkich rzeczy do zrobienia a potem będę zabierać się za Wigilijną wieczerzę, taką polską prawdziwą, taką gdzie główne skrzypce gra ryba a dogrywają jej barszcz z uszkami, zupa grzybowa i kapusta z grzybami. Na taką właśnie w tym roku Wigilę czekałam.
Najważniejsze jest by gdzieś istniało to czym się żyło, zwyczaje, Święta rodzinne i dom pełen wspomnień. Najważniejsze jest by o tym pamiętać.
Są rzeczy ważne i najważniejsze jak nasze myśli i uczucia, których nie da się kupić, momenty nieuchwytne, magiczne i nienamacalne. Nic nie zastąpi bliskiej osoby u boku i siły rodzinnych więzi w Wigilijny wieczór.
Rzeczy mniej ważne też są ważne bo tacy już jesteśmy,że świat odbieramy zmysłami i ta strefa jest też bardzo ważna. Mi żeby wczuć się w magię Świąt potrzeba zmysłowości; kolorów, zapalonych lampek, zielonej choinki, zimowej herbaty, melodii która wpada w moje ucho i poprawia humor.Chcemy ucieszyć naszych bliskich obdarowywując ich prezentami, które oczywiście nie są najważniejsze, ale są...ważne.
A najważniejsze, by znależć czas na zadumę, na te głębsze uczucia i znależć czas dla bliskich i pobyć z nimi.
Pomyśleć o ludziach ważnych w naszym życiu, może się z nimi spotkać,choćby na chwilkę na jeden Świąteczny uścisk i malutki prezent. Ja pomyślałam sobie o pani Eli, mamie mojej Marty, która powinna tu z nami jeszcze być...ale juz jej nie ma. Chcę żeby została w moich dobrych wspomnieniach o smalcu i ogórkach kiszonych...i może to śmieszne ale dobre wspomnienia i takie chcę zachować.
I tak kochani świętujmy wszystkimi zmysłami Święta Bożego Narodzenia...Wesołych Świąt.
Do napisania...
środa, 23 grudnia 2015
Nie można mieć wszystkiego.
Witam
Trudno zapanować nad tym całym Świątecznym szaleństwem, wszyscy zaganiani, w biegu. W sklepach istne szaleństwo zakupowe. Lubię się wtedy schować i nie wychodzić...choć wiem,że łatwiej mi to przychodzi bo co roku spędzam Święta tylko z mężem, łatwo jest zapanować i zaplanować Święta dla dwóch osób zdaję sobie z tego sprawę i uwielbiam ten nasz spokuj w Święta, choć nie ukrywam, że tęsknię by w tym czasie być z bliskim mi osobami to takie jest moje życie i wielu innych na emigracji albo mieszkających na końcu tego samego kraju i nie zawsze mogących być z bliskimi ludzmi. To wielka umiejętność brać życie jakim w danej chwili jest, jeszcze nie posiadłam tej tajemnej mocy a naprawdę ułatwia i tak skomplikowane nasze życie i uczy żyć teraz, wyciągać garściami co najlepsze w naszym życiu bo nie można mieć wszystkiego. Im szybciej to zaakceptujemy tym będziemy zdrowsi i spokojniejsi.
W ramach tej akceptacji zamiast gonić po mieście i myśleć co jeszcze kupić i czy wszystko mam, wybraliśmy się tym razem na marokańską zupę i Świąteczną bagietkę z żurawiną a cała reszta będzie jak będzie...
Prezenty popakowane, dekoracje gotowe, dostaliśmy też domowe pierniczki i polski miodzik od Dominiki i Waldka.
Do napisania...Święta tuż tuż...
wtorek, 22 grudnia 2015
Angielska herbatka.
Witam
W Anglii kultura picia herbaty nie jest może najstarszą ale z pewnością wykształcila sobie jej rozbudowaną tradycję.
Anglicy nie poznali herbaty jako pierwsi wśród Europejczyków, dość póżno poznali smak i zalety słynnego naparu. I mogę przyznać,że z pewnością ją pokochali. To właśnie w Anglii za przykładem Twininga zaczęły wyrastać herbaciarnie jak grzyby po deszczu, to właśnie Anglicy stworzyli zwyczaj picia popołudniowej herbatki. podczas gdy inne narody szybko nasyciły się entuzjazmem herbacianego naparu to Anglicy pili herbaty coraz więcej i więcej...
Najlepiej smakuje oczywiście w porcelanowej filiżance, bardzo wielu tradycyjnych Anglików przechowyje piękne porcelanowe zastawy z pokolenia na pokolenie i od Święta zaparzają w nich herbatę.
Moja angielska znajoma zaprosiła mnie na taką popołudniową herbatkę i tradycyjne angielskie przystawki. Muszę przyznać,że robi wrażenie i widać w tym inną kulturę.
Uwielbiam dzbanuszki, kubeczki i filiżanki więc szybko się w tym odnalazłam.
Do napisania...
czwartek, 17 grudnia 2015
Niby błache problemy ciężarnych.
Witam
Trochę na żarty, trochę na serio ale nie jest łatwo ze wszystkim w ciązy...
I tak jak na poniższych obrazkach jest zobrazowane, nie ma lekko...
No i te hormony...
Założenie skarpet to już skomplikowane działanie, w nocy przekładam się na łóżku jak foka a jak wejdę po schodach, to wydobywam z siebie dzwięki siedemdziesięcioletniej kobiety.
Ale co tam, jak tylko moje maleństwo sie poruszy to zarzucam dumnie grzywę i jak prawdziwa lwica dzielnie prę do przodu...
Do napisania...
Subskrybuj:
Posty (Atom)